Missing one inside of me

Stała pośród lasu marmurowych pomników. Niewiele znaczący fragment układanki zwanej Życiem, niemogący zakłócić wiecznego spokoju tego miejsca. Mały trybik w nieustannie obracającym się mechanizmie Wielkiego Planu.
Wyglądała inaczej. Zmieniła się znacznie od czasów odwiedzin w szpitalu. Postarzała się? A może dojrzała? Nie miała już długich, siegających ramion blond włosów. Zastąpiły je krótkie, kruczoczarne, sterczące na wszystkie strony kosmyki. Który kolor był prawdziwy, niefarbowany? A może żaden?
Nie zaczęła się malować, chwała bogom. Wciąż wyglądała cudownie naturalnie ze swoimi pełnymi, malinowymi ustami i dużymi, błekitnymi oczami ukrytymi za zasłoną długich rzęs.

Oczy… Zwierciadła naszej duszy… Gdyby zajrzeć w Jej oczy można by w nich znaleźć całą gamę różnych emocji. Były to jednak uczucia całkowicie odmienne od tych, które można było zobaczyć kiedy spoglądała dawniej na niego. Tym razem wprawny obserwator dostrzegłby pewność siebie, zawziętość, nieustępliwość. A także, dobrze zakamuflowaną i ukrytą, samotność…
Poruszyła się. Zimny wiatr nadawał jej policzkom czerwonego koloru, rozwiewał poły czarnego skórzanego płaszcza sięgającego kostek, tak niepodobnego do Niej z przeszłości. Rozejrzała się dookoła, ogarniając wzrokiem krzyże, wyrastające gęsto z zamarzniętej ziemi. Metalowe, marmurowe, drewniane. Proste, zwyczajne, ale i te bogato zdobione. Westchnęła. Nie lubiła cmentarzy. Ponadczasowe centra nieogarnionego smutku i rozpaczy. Miejsca zgubnego kultu śmierci.

Spojrzała w dół. Na jedyny grób, jaki ją interesował. Jedyny, jaki kiedykolwiek odwiedzała. Jego grób. Zmarł ponad rok temu. Śmierć nie zabrała go jednak tamtego maja, jak przypuszczał, że się stanie. Dzięki Niej przeżył jeszcze pięć miesięcy. Jej upór sprawił, że był to czas niezwykle szczęśliwy. Chociaż była na nią przygotowana, jego śmierć okazała się dla Niej wielkim wstrząsem. Wpłynęła na Nią tak samo mocno, jak Ona wpływała na jego życie przez te kilka ostatnich miesięcy. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy zmieniła się na lepsze, czy na gorsze. Z pewnością była teraz kimś innym. Powaga wyparła beztroskę, upór zastąpił swoistą lekkomyślność. Nie śmiała się już tak często jak dawniej. Nie cieszyła się z błahych powodów. Częściej wpadała w zadumę, a każdy swój krok dokładnie analizowała.

A wreszcie – była sama. Nie czuła się opuszczona. Wciąż otaczali Ją przyjaciele, którzy wspierali Ją w najtrudniejszych chwilach. Ale jednak była samotna. Czuła się odizolowana. Miała wrażenie, że stoi gdzieś z boku i tylko przygląda się nieustannej krzątaninie Życia. Tłumaczyła się sama przed sobą, że czeka. Na co? Tego nie potrafiła powiedzieć. Wiedziała jednak, że musi czekać, nawet jeśli miałoby to trwać wiecznie. Miała jednocześnie świadomość, że to co robi nie prowadzi do niczego. Chciała to zmienić, ale… Ale nie potrafiła. Przywykła do takiego życia.
Może kiedyś… Spuściła głowę i spojrzała na samotną czerwoną różę leżącą na jego grobie.

—————————————

Napisane pod wpływem chwili. Zdenerwowałem się lekko i podarłem to, co pisałem wcześniej. Zacząłem od nowa i powstało to.
Ona ponownie na Pustyni. I z pewnością pojawi się znowu. Może nawet już niedługo.
Kim jest Ona? Dobre pytanie. Sam zaczynam się nad tym zastanawiać…
By the way. Motto na mijający tydzień: “Cierpienie uszlachetnia.”

Koniec smęcenia na dzisiaj… Wierszyk na do widzenia.
Stoi smutna łania przy jelenia grobie.
Nie chcę was wyganiać, ale idźcie sobie ;)

Dodaj komentarz