The truth is out there.
Na początek cytat, podsunięty mi przez pewnego Elfa (którego pozdrawiam, a co! :p). Cytat, który spodobał mi się bardzo i na bazie którego postanowiłem napisać kolejny tekst na Pustyni. Oto i on:
“Mowa służy do kłamania. Tylko socjologowie i psychiatrzy wierzą w to, że powołana jest do głoszenia prawdy. Człowiek mówiąc, stara się zbudować swój obraz w sobie samym i w drugim człowieku. Ten obraz prawie zawsze jest kłamliwy. (…) Samookłamywanie się jest kluczem do miejsca, gdzie jest jeden z głównych zamków.”
[dopisek po napisaniu całego tekstu: Cóż... Wpis ma się raczej średnio do tego cytatu. Widać jego rolą było skłonienie mnie do napisania tekstu nie o nim, ale na inny temat ;) ]
Mowa… Jedna z tych rzeczy, które odróżniają nas od zwierząt. Cecha gatunkowa homo sapiens. Obok zdolności do logicznego myślenia to ona zadecydowała chyba o dominacji człowieka nad światem. Od zawsze towarzyszy ludziom w ich wędrówce poprzez epoki i ery. Nierozerwalnie łączy się ze wszystkim, co robimy. Bez niej niemożliwe byłoby istnienie i funkcjonowanie społeczeństwa.
W jaki sposób korzystamy z tego wielkiego daru? Czy faktycznie służy nam jedynie do kłamania?
Żeby to wyjaśnić, musimy najpierw odpowiedzieć na inne, głębsze pytanie. Czym jest prawda, a czym kłamstwo?
Właśnie. Czym tak naprawdę jest prawda? Od czego zależy uznanie danej rzeczy za prawdziwą? Czy decyduje o tym cżłowiek, grupa ludzi, ’siła wyższa’? Weźmy więc przykład. Dla katolika prawdą jest Bóg. Dla ateisty takie stwierdzenie byłoby nie do przyjęcia, jako nieprawda. Muzułmanim natomiast uznałby ich obydwu za kłamców… Kto w takim razie decyduje o tym, co jest prawdziwe? To proste. Ten, kto ma władzę. Kto jest w większości. Kto wywiera wpływ i nacisk.
A czy prawda zależy od czasu? Czy zmienia się i ewoluuje wraz z jego biegiem? Mogłoby się wydawać, że nie powinna. Prawda jest pozornie jedną z tych rzeczy, które zawsze pozostają niezmienne. Jednak weźmy kolejny przykład. W starożytności, ba, nawet jeszcze w średniowieczu, ludzie wierzyli, że Ziemia jest płaska. To było dla nich prawdą i poglądy, według których nasza planeta jest kulą, uważane były za bzdury i kłamstwa.
Z czasem jednak zmieniło się to. Dzisiaj wiemy, że Ziemia ma kształt zbliżony do kuli, jest geoidą. Prawda zmieniła się więc pod wpływem czasu i odkryć kolejnych naukowców.
Czym więc w takim razie jest prawda? Zazwyczaj uznajemy ją za coś, czego podważyć nie można i co zawsze jest stałe i niezależne od “zewnętrznych” czynników.
Czy jednak prawda nie jest w istocie jedynie interpretacją otaczającej nas rzeczywistości dokonaną przez postać uznawaną w danym czasie za autorytet czy też grupę ludzi, mających wystarczający wpływ na świat? A co za tym idzie – czy to, co uznajemy za prawdę nie jest jedynie kłamstwem, które akurat zostało wyniesione do rangi… prawdy?
Bzdura? Chyba faktycznie tak. Ale jeśli się nad tym dłużej zastanowić…
Takie spojrzenie na tę sprawę do niczego by jednak nie prowadziło. A właściwie prowadziłoby – do destrukcji. Moim zdaniem prawda zawsze jest “gdzieś tam”. Czasami ukryta, czasami daleka, czasami źle pojmowana, ale zawsze gdzieś tkwi i w końcu zostanie odkryta.
Wróćmy jednak do tematu. Czy mowa rzeczywiście służy do kłamania? Sporo myślałem o cytacie, który przytoczyłem we wstępie i na początku zgadzałem się z nim bezkrytycznie. Z czasem jednak miałem coraz więcej wątpliwości, a w tej chwili jestem do niego nastawiony bardzo sceptycznie.
Jakkolwiek kłamstwo zawsze pociąga bardziej od prawdy, nie prowadzi zazwyczaj daleko. Gdyby świat budowany był na obłudzie i zakłamaniu nie przetrwałby długo. Im wyżej kłamstwo nas wyniesie, tym z większym hukiem spadniemy na samo dno.
“Człowiek mówiąc, stara się zbudować swój obraz w sobie samym i w drugim człowieku. Ten obraz prawie zawsze jest kłamliwy.” Z tym stwierdzeniem jestem skłonny się szybciej zgodzić. Zawsze staramy się pokazać drugiej osobie swoje najlepsze strony. Czasami chcemy pokazać się komuś w taki sposób, jaki sądzimy, że druga osoba chciałaby nas zobaczyć. Często zapominamy przy tym, kim jesteśmy naprawdę. Zatracamy się w udawanej pozie, brnąc cały czas w dalsze kłamstwa. Zbudowany w ten sposób obraz nigdy nie będzie prawdziwy. Faktem jest, że w takiej sytuacji nie ma zwycięzców. Człowiek, udający kogoś innego niż w rzeczywistości jest, zawsze będzie czuł się nieszczęśliwy i zagubiony.
Być sobą.
Prawda, niezależnie od tego, jak bardzo ciężka do zniesienia, jest zawsze lepsza od kłamstwa.
—————————————
Na Walentynki będzie coś specjalnego. Coś, co znalazłem kilka dni temu w wygrzebanym z dna szuflady zeszycie. Jeśli dobrze pamiętam, pisałem w nim jakieś 3 lata, kiedy również naszła mnie chęć “tworzenia”. Miło było sobie to przypomnieć ;)
Teraz wracam do łóżka. Gorączka, ból głowy i ledwo mogę mówić. A do poniedziałku przydałoby się wykurować…
PS. W chwili obecnej jestem pod ogromnym wrażeniem ostatniego rozdziału Harrego Pottera. Negatywnym wrażeniem. Jak można było w taki sposób okaleczyć dobrą książkę?!
12 luty, 2008 @ 9:44 pm
Wierzę, że tak naprawdę nie da się okłamać drugiego człowieka. Wierzę też, że mowa służy do kłamania- masz rację, świat opierany na kłamstwie jest światem kruchym i złym- ale to nie zmienia faktu, że słowo zwykle ma służyć (MA,ale niekoniecznie SŁUŻY) zafałszowaniu rzeczywistości, tej zewnętrznej i naszej, wewnętrznej. JA chcę w coś wierzyć, JA chcę, aby każdy kto się ze mną zetknął w to uwierzył. Ale mowa to niewiele- na szczęście. Dlatego mówi się czasami, że słowa nic nie znaczą i “mowa-trawa”. Mowa to tylko kilka procent NAS, naszej wzajemnej komunikacji, pozostałe dziewięćdziesiąt parę to wszystko pozostałe, co niewerbalne, ale to na pewno wiesz.
Inną kwestią jest to, że czasami sami nie znamy prawdy- człowiek perfekcyjnie kłamliwa istota, wypracował w sobie taką umiejętność,że potrafi oszukać również siebie samego. I tu pewnie masz rację… to wyklucza bycie szczęśliwym.
Mimo, że wierzę w to, że mowa służy do kłamania, nie wierzę w to, że kłamać jest łatwo. I myślę sobie, że Miller chciał nam pokazać, że słowo nic nie znaczy. Aczkolwiek sądzę,że zdecydowanie trzeba na nie uważać. Bo słowo krzywdzi, potrafi zabijać i to w sensie dosłownym. Słowo to jest potężna broń- mówione, a pisane zresztą też. I boli mnie “używanie sobie na słowie”, wypowiadanie słów krzywdzących i…i to już zupełnie osobny temat.
Również pozdrawiam :-)
12 luty, 2008 @ 9:48 pm
Dopiszę jeszcze jedno…
Popatrz! Mówiąc jesteś w stanie przez słowo wyrazić, że czujesz się podle. Albo, że jesteś najszczęśliwszy na świecie. I co? Kiedy wypowiadasz tego typu słowa, nie czujesz NIEDOSYTU? Bo ja tak. Zawsze. Nawet kiedy na kogoś krzyczę,bo jestem zła to myślę z frustracją, że nie jestem w stanie wykrzyczeć swojego gniewu, czy bólu. I przez to cierpię- zwłaszcza, że chciałabym zająć się słowem zawodowo.
16 luty, 2008 @ 11:24 pm
Przepraszam, że dopiero odpisuję, ale nie miałem do tej pory za wiele czasu, a nie chciałem tego robić “na odwal” ;)
Ha… Ja jednak mimo wszystko nie myślę, żeby słowo – czy to mówione, czy to pisane – miało służyć kłamstwu. Owszem, wielu do tego je właśnie wykorzystuje.
Ale zawsze są też ludzie, którzy pomimo tego, że przedstawiają swoją wersję rzeczywistości nie robią tego w sposób kłamliwy. Są szczerzy, przekazując jedynie prawdę.
To prawda. Mowa stanowi jedynie niewielki ułamek nas, który jednak w dużym stopniu wpływa na nasz wizerunek. Całe szczęście(?) to, co najważniejsze w człowieku kryje się w jego wnętrzu i tego żadne słowa nie zmienią.
A, to też prawda. Słowo i kłamstwo jest bronią straszną, na pewno jedną z najgroźniejszych, jakimi człowiek dysponuje. Trzeba uważać na to, co się mówi czy pisze. Lepiej nie powiedzieć nic, niż powiedzieć za dużo…
Taak… Słowami nigdy nie wyrazimy tego, co czujemy. Możemy się starać, możemy próbować, ale nigdy nie uda nam się ubrać w słowa tego, co kryje się w nas.