I cry when angels deserve to die

Na początek kilka słów wyjaśnienia.
Po pierwsze temat następnego wpisu miał być całkowicie inny. Jednak po ostatnich wydarzeniach w Polsce postanowiłem napisać kilka słów o czymś innym…
Po drugie. Wpis ten miał ukazać się jeszcze dzisiaj późno w nocy (wcześnie rano?), ale po pięciu godzinach nad matmą mój mózg miał konsystencję płynnej papki i nie byłem już zdolny do nastawienia go na odpowiednie obroty i napisania czegokolwiek. Chociaż próbowałem. Skończyło się jednak na tym, że słuchałem Katie Meluy (polecam “The Closest Thing To Crazy” – jedna z najlepszych piosenek, jakie słyszałem ever), wpatrując się bezmyślnie w szarą listę kontaktów na gg ;)

Ale przejdźmy do konkretów. Dzisiaj chcę napisać kilka słów od siebie na temat żałoby narodowej (+jednej nie narodowej, ale również ogólnopolskiej). Tej wprowadzonej wczoraj, jak i tych ogłaszanych w ostatnich czasach.
Zacznijmy od żałoby obecnie obowiązującej. W środę rozbił się wojskowy samolot CASA. W katastrofie zginęło 19 oficerów i jeden podoficer Wojska Polskiego. Żołnierze wracali z konferencji “Bezpieczeństwo Lotów”. Cóż, paskudna ironia losu…
20 osób… To naprawdę wielka tragedia, nie przeczę. Można jednak spojrzeć na to również z innej strony. Co tydzień w weekend na polskich drogach ginie porównywalna liczba ludzi. Polskich obywateli, jak i ci zmarli żołnierze. Dlaczego więc została ogłoszona żałoba? Może dlatego, że tyle osób zginęło w jednym miejscu. 20 osób… Nie zrozumcie mnie źle, nie twierdzę, że jest to mało, ale… Ale czy wystarczająco dużo, żeby ogłosić żałobę?
A może dlatego, że zmarłymi są żołnierze wypełniający swój obowiązek wobec ojczyzny. Taak, ten argument bardziej by do mnie przemawiał. Jednak nie w tej sytuacji. Oficerowie wracali z KONFERENCJI. Nie bronili w tym momencie naszego kraju. Była to po prostu część ich pracy. Gdyby taka tragedia zdarzyła się, dajmy na to, w Iraku, nic bym nie mówił.
Ale to co mnie naprawdę zdziwiło, to fakt, że żołnierze zostaną pośmiertnie odznaczeni i awansowani. Czemu, ja się pytam…? Czy zginęli w walce? Czy oddali życie za wolność naszej ojczyzny? Cóż, nie umniejszając ich zasług, nie.
I jeszcze jedna rzecz, która już nie zdziwiła mnie, a wręcz bardzo nie spodobała się. Deklaracja Rządu o pomocy dla rodzin ofiar. Finansowej, ale nie tylko. I tak jest przy każdej żałobie. Tego nie zrozumiem chyba nigdy… Czy rodziny ofiar ludzi, którzy zginą w weekend w wypadkach są w jakiś sposób gorsze? Im nikt nie pomaga, nie oferuje pieniędzy. Muszą radzić sobie całkowicie same. A ich tragedia z pewnością nie jest mniejsza od tragedii rodzin tych lotników. Ponownie, nie zrozumcie mnie źle, ale przypuszczam, że w pewnych kwestiach najbliżsi zmarłych oficerów mają łatwiej. Na pewno pod względem finansowym. Żołd generała, czy innego wyższego oficera z pewnością nie jest niski.

A teraz przyjrzyjmy się liczbom. W latach 1935-2000 żałoba narodowa była ogłaszana 7 razy. 7 przypadków na 65 lat!
A teraz uwaga. W latach 2001-2008 żałoba narodowa była ogłaszana 9 razy! 8 lat – 9 żałób. Średnio ponad jedna żałoba rocznie. W tym siedem z nich w latach 2005-2008. Trzy w samym 2005 roku.
Ach… Dodajmy również do tego żałobę wprowadzoną przez Ministra Edukacji w szkołach po samobójczej śmierci 14-letniej Ani. Żałoby, która według mnie pobiła wszelkie możliwe absurdy…
Cóż, jak dla mnie jest to dziwne. Przecież na świecie nie pojawiło się nagle tyle zła. Nie zaczęły nagle zdarzać się masowo straszne tragedie.
Czemu tak się dzieje? Cóż, myślę, że na pewno jest to częściowo spowodowane zmianą ludzkiej mentalności. Zwłaszcza po ataku terrorystycznym na World Trade Center w 2001 roku.
Jednak jest też inny powód, który moim zdaniem może przyświecać politykom. Jest to reklama. Nie chcę być cyniczny, ale żałoba narodowa to wręcz idealny moment do wypromowania własnego wizerunku. Do pokazania się społeczeństwu z lepszej strony. Ludzie z pewnością zapamiętają piekne słowa, deklaracje pomocy, współczujące gesty, smutne miny. Czy twierdzę, że żałoba w wykonaniu polityków to obłuda? Nie będę uogólniał, ale w niektórych przypadkach na pewno.

Czy jestem przeciwny żałobom narodowym? Ogłaszanym z taką częstotliwością jak ostatnio na pewno tak. Szczerze mówiąc jedyną żałobą z jaką zgadzam się całkowicie i bez żadnych ale, z tych ogłoszonych w ostatnich latach, była żałoba po śmierci Papieża. Tutaj nie mogło być żadnej dyskusji co do jej zasadności.
Jednak inne żałoby. Cóż, jestem zdania, że taka rzecz, jak żałoba jest indywidualną sprawą każdego człowieka i nie powinna być z góry narzucana przez państwo. Powinna zależeć jedynie od naszych sumień. Władze powinny ogłaszać żałobę narodową jedynie w tych naprawdę wyjątkowych sytuacjach, jak śmierć Papieża w 2005 roku. Ja, na przykład, nie odczuwam specjalnego smutku po śmierci tych lotników. Oczywiście, współczuję rodzinom, ale… Zawód żołnierza jest z założenia “związany” ze śmiercią. Oczywiście, nie taką śmiercią jak w tym przypadku, ale mimo wszystko mam wątpliwości… I miałem je po każdej wprowadzanej żałobie.

Wystarczy. Może i dobrze, że napisałem to dopiero teraz. Szczerze mówiąc, gdybym napisał to w nocy, byłoby to sporo ostrzejsze. A taki temat, jak ten wymaga raczej łagodniejszego podejścia. Hm… Oczywiście, jeśli powyższym tekstem w jakikolwiek sposób uraziłem czyjeś przekonania, zrobiłem to niezamierzenie i przepraszam za to. Zdaję sobie sprawę, że na ten temat rzadko toczone są jakiekolwiek oficjalne dyskusje. Może i ja nie powinenem o nim pisać?

Dodaj komentarz