Siedziała skulona przy ognisku, wpatrując się w jasną łunę nad horyzontem. Zaczynało świtać, a Ona wciąż nie mogła zasnąć. Myśli biegnące nieprzerwanym strumieniem przez umysł nie pozwoliły Jej nawet spróbować ułożyć sie do snu. Ta sama sytuacja powtarzała się zresztą od kilku dni. Od pięciu, pomyślała. Dokładnie od pięciu dni. To wtedy Samuel zesłał na Nią tę… wizję? Ta właśnie kwestia nie dawała Jej spokoju. Ledwo zdołała się pogodzić z tym, że Bóg nie żyje, a już została zasypana falą kolejnych wiadomości. Wiadomości, które były całkowicie sprzeczne z Jej wiarą i przekonaniami. To prawda, kiedy po raz pierwszy spotkała Samuela, pełna była wątpliwości, ale nigdy nie przeszłaby Jej nawet przez myśl żadna z podobnych rzeczy. Bóg stworzony wraz z powstaniem Wszechświata? Poinstruowany do zrobienia Ziemi? Wreszcie, umierający Bóg sprzymierzający się z Diabłem? Nie, to było jak dla Niej zbyt wiele. A do tego tajemnicza wizja Anioła z twarzą Samuela.
Jedna część Jej umysłu chciała się z tym wszystkim pogodzić. Próbowała sobie wmawiać, że Niszczyciel nie mógłby Jej oszukać. Że chce przekazać Jej całą prawdę o tym, co dzieje się w świecie poza ludzkim pojmowaniem. Druga część z uporem jednak zaprzeczała wszystkiemu. Jak bowiem może być możliwe, żeby wszystko, czego Ją nauczano, wszystko, co zawsze uważała za pewniki okazało się w jednej chwili jednym wielkim kłamstwem? Do tego kłamstwem, którym mamiona jest cała ludzkość. W jednej chwili w gruzach legły wszelkie fundamenty wiary…
Spojrzała na śpiącego Samuela, który teraz wyglądał tak spokojnie i… zwyczajnie. Uderzył Ją ten widok. Nigdy nie spodziewała się ujrzeć Niszczyciela w taki sposób – jako zwykłego człowieka. Wstała z miejsca i po cichu wyszła poza okręg światła. Dwa dni temu wyszli z lasu i teraz wędrowali przez rozległą równinę pokrytą wysoką, soczyście zieloną trawą, na której tylko od czasu do czasu można było ujrzeć samotne drzewo. Po raz kolejny zaczęła się zastanawiać, co to za miejsce. Samuel nie odpowiadał Jej na to pytanie, chociaż naciskała wiele razy. Była pewna, że nie jest to Ziemia, jaką znała. Poznawała to gwiazdach, których nie potrafiła rozpoznać. A kiedyś lubili leżeć i wpatrywać się w nocne niebo. Gwałtowny, krótki przebłysk pamięci. Lubili…? Przystanęła, tknięta nagłym uczuciem rozpaczy. Nie pamiętała wielu rzeczy sprzed spotkania z Niszczycielem. Zdała sobie z tego sprawę zaraz po rozpoczęciu ich wspólnej podróży. Wiedziała również od samego początku, że nie pamięta czegoś, co powinno pozostać w Jej pamięci. Świadomość tego faktu sprawiała Jej dodatkowy ból…
- Nie możesz zasnąć? – usłyszała za sobą cichy głos i odwróciła się gwałtownie. To był On. Odetchnęła z ulgą, ale Jej ciało pozostało napięte. – Tak, wiem, że nie możesz. I nie dziwię ci się wcale. Gdybym był na twoim miejscu, też męczyłyby mnie ciągłe myśli. Ba… Kiedyś, dawno temu byłem w takiej samej sytuacji. Niszczyciel, który przekazał mi Wiedzę zrobił to w sposób niezwykle… – zamilkł na chwilę. – …niedelikatny. Wyobrażam więc sobie, jak musisz się w tej chwili czuć. Rozdarta na wiele kawałków, prawda?
Stała oniemiała, wpatrując się w Jego odmienioną twarz. Od początku rozmowy wypatrywała znajomego, ironicznego uśmieszku. Ku swojemu zaskoczeniu nic takiego nie ujrzała. Zamiast tego widziała spokój, opanowanie i… troskę? Tak, mogłaby przysiąc, że w Jego wzroku widzi wyraz zmartwienia. Nie mogła wykrztusić z siebie słowa, próbując pojąć, co doprowadziło do takiej odmiany.
- Nie musisz odpowiadać. – kontynuował tym samym, delikatnym głosem. – Być może to moja wina, być może przesadziłem, być może wymagam zbyt wiele od ciebie… i od siebie. Musisz jednak zrozumieć, że muszę tak postępować. Nie mam innego wyboru, bo sprawa, o którą walczymy jest w wielkim niebezpieczeństwie. Wiedza, którą przekazujemy jest zagrożona, a miejsce, które nazywamy Domem jest bliskie zniszczenia. Wszystko, co ci do tej pory przekazałem jest prawdą. Wiedz, że wiele rzeczy wygląda naprawdę całkowicie inaczej, niż do niedawna sądziłaś, a niebawem poznasz ich jeszcze więcej. – westchnął i popatrzył Jej w oczy. Jeśli oczekiwał odpowiedzi, to się jej nie doczekał. Po chwili dokończył. – Mimo wszystko – przepraszam. – skłonił się przed Nią sztywno, odwrócił na pięcie i ruszył z powrotem w stronę obozowiska.
- Spróbuj przespać się jeszcze chociaż chwilę, zanim wyruszymy. – rzucił na odchodne, tym razem już swoim normalnym, pełnym pewności siebie i zdecydowania głosem.
W pierwszym momencie czuła się jeszcze bardziej zagubiona i niepewna niż przed tą rozmową. Po chwili zmusiła się jednak do zebrania myśli i nabrania im konkretnego kształtu. Chce, żebym zaczęła mu bezgranicznie wierzyć. – pomyślała. – Wie, że mam ogromne wątpliwości i chce je zmniejszyć. Zagrożenie? Niebezpieczeństwo? To może być prawda… Ale nie musi. Zaufam Mu, bo nie mam innego wyjścia, ale nie zostanę Jego bezmyślna marionetką.
Już spokojniejsza skierowała się w stronę obozu. Zauważyła, że nie ma Go na miejscu. Położyła się i zasnęła płytkim snem. Po pewnym czasie obudził Ją, jak to zawsze czynił. Bez słowa zjedli śniadanie, spakowali się i ruszyli w dalszą drogę.
Tak jak codziennie. – pomyślała i spojrzała na Niego. Patrzył przed siebie, a z Jego twarzy ponownie nie można było niczego wyczytać.
- Tak jak codziennie…
—————————————
Uff, w końcu mi się udało. Nie jest to to, co pisałem. Nie jest to też to, co chciałem napisać. Ten tekst napisałem dzisiaj, kiedy zajrzałem na Pustynię i pomyślałem sobie, że warto coś opublikować. Otworzyłem Worda, zacząłem… i jakoś dalej samo poszło ;)
A jak poszło, to już sami oceńcie.
Jedno mogę obiecać – tym razem nie będzie takiej przerwy do następnego tekstu. Pisanie sprawia mi jednak frajdę, nawet jeśli mi nie wychodzi ;)